Toruńskie Towarzystwo Budownictwa Społecznego stawia właśnie 114 nowych mieszkań na ul. Podgórskiej. Mają być oddane do użytku w przyszłym roku. Towarzystwo podpisało już umowy z 90 klientami. Jadwiga Roguszczak, prezes TTBS-u: - Ludzie muszą uczestniczyć w kosztach w granicy 60-70 tys. zł. Większość z nich chciało dostać na ten cel kredyt. Mieli otrzymać pieniądze 15 listopada, tymczasem 10-15 proc. z nich poprosiło nas o przełożenie terminu płatności z powodu wydłużenia procedur kredytowych w bankach. Siedmiu czy ośmiu klientów w ogóle zrezygnowało z mieszkania, bo okazało się, że nie mają zdolności kredytowej.
Statystyczny Kowalski nie dostanie już kredytu tak łatwo jak do niedawna. Niektóre banki wymagają wkładu własnego: 20, 30, a nawet 40 proc. Coraz ciężej znaleźć bank, który zgodzi się pożyczyć 100 proc. pieniędzy na zakup mieszkania lub domu. Gorzej mają też deweloperzy, którzy starają się o kredyt inwestycyjny. Kilka tygodni temu przedstawiciele firm z regionu twierdzili, że jest za wcześnie, aby mówić o skutkach kryzysu. Sytuacja zmienia się jednak dynamicznie.
- Wielu czołowych deweloperów zamraża swoje budowy do wiosny - przyznaje Jarosław Nadolski, rzecznik prasowy firmy Budlex. - W regionie bydgosko-toruńskim jest podobnie. Realizujemy zaczęte inwestycje, ale wstrzymujemy się z nowymi.
Nadolski utrzymuje jednak, że jego firma nie zanotowała spadku sprzedaży w stosunku do poprzednich miesięcy. Zainteresowanie mieszkaniami spada za to na rynku wtórnym. Powodem tego zjawiska jest z jednej strony kryzys, a z drugiej szaleństwo zakupów, jakie eksperci obserwowali do niedawna.
- Dużo ludzi, którzy mogli w ostatnich dwóch latach łatwo dostać kredyt i kupić mieszkanie, już to zrobiło - mówi Leszek Hardek, pośrednik z firmy Intercentrum i wiceprezes Stowarzyszenia Pośredników w Obrocie Nieruchomościami Pomorza i Kujaw. - Nabywców nie weźmie się znikąd. Już dziś w prasie pojawiają się artykuły, że z powodu kryzysu ludzie mogą stracić pracę. Pracownicy nie liczą też na podwyżki, przez co nie mają perspektyw na zakup mieszkania.
Hardek zaznacza, że zmiany na rynkach lokalnych wcale nie muszą występować w tym samym czasie. Można mówić jednak o pewnych tendencjach: ceny nigdy nie zmieniają się z dnia na dzień, a rynek nieruchomości jest jak sinusoida i zawsze po wzroście cen następuje ich spadek. Z takim zjawiskiem mamy właśnie do czynienia.
- Widać opór właścicieli przed zaniżaniem cen, ale jak ktoś musi pilnie sprzedać nieruchomość, to ostatecznie się na to zgadza - dodaje pośrednik. - Klienci też wyczekują obniżki.
Tymczasem deweloperzy szukają sposobu, aby zachęcić klientów do kupna mieszkania. W całym kraju pojawiają się coraz to nowsze pomysły: do mieszkania dołączany jest samochód, telewizor, wycieczka zagraniczna lub bezpłatne ogrzewanie podłogowe. Budlex postawił na osiedlu Winnica biuro sprzedaży, dzięki czemu klient może na miejscu obejrzeć mieszkanie, poznać sąsiadów i zobaczyć, jaki jest widok z okna. Firma przygotowuje też dla klienta dokumentację biznesową i pośredniczy w rozmowach z bankiem. Podobne doradztwo oferuje też inny lokalny deweloper - firma Marbud.
Na rynku nieruchomości widać jeszcze jedną tendencję. Nadolski i Hardek zgodnie przyznają, że nikt nie kupuje już dziury w ziemi, na której w przyszłości ma stanąć blok, dlatego firmy sprzedają gotowe mieszkania.
- Sytuacja zacznie się stabilizować na wiosnę, ale nie wiem, ile będzie trwała stabilizacja - dodaje Hardek. - Ceny mogą jednak wzrosnąć tylko, gdy będzie ku temu konkretna przyczyna: wprowadzenie europejskiej waluty, organizacja Euro 2012 lub niespodziewane zmiany w prawie, które zwiększą popyt.